
Jesteśmy na feriach.
My, to znaczy, ja i Córka. U Prababci Tereski. U
Awy. I
Pawła. I
Janta.
I napiszę o skarpetkach. Bo wolę o czerwonych skarpetach niż o zielonych glutach.
Co nie?
Skarpetki są ogólnie problemem. Ale te pokochała od pierwszego spojrzenia.
Dla mnie? Dopytywała.
Dla mnie?
A to je zrobił? Mama Ewy.
A dlaczedo? Bo potrafi, chciałoby się powiedzieć. Bo zrobiła je w tempie expres na zamówienie.
Babcia Malysia?Tak.
A kiedy się ulodziła? Dawno. I dlatego, z racji wieku zapewne skarpety dzierga doskonale. Hanka ma. I ja mam też.
I towarzyszą nam od rana.
I w końcu nie muszę upominać o kapcie lub skarpetki.
O, małe radości!


A racji ferii i innego miejsca zamieszkania watro wspomnieć o ludziach.
Gdziekolwiek się pojawimy ludzie znają nas lepiej niż my ludzi. Tak było zawsze i ja jestem do tego przyzwyczajona. Hanka wcale. Mówi dzień dobry i do widzenia - i na tym koniec interakcji. Na pytania o zdrowie, imię, przedszkole, prabacię, babcię, koneksje rodzinne i sytuacje życiową - nie odpowiada wcale. Patrzy na mnie i -
Mamo, Ty powiec ! Że niby niemiła jest? Wcale a wcale. Na pytanie, dlaczego nie rozmawia z tymi wszystkimi ludźmi odpowiedziała mi raz bo więcej nie pytałam.
Dlaczego?
Bo ja ich nie znam, Mamo !