19 stycznia 2009

bo matka telefon zabrała


coś mi to przypomiało Tolkę ;D

17 stycznia 2009

kredki

Czekałam na to od chwili kiedy sobie o tym pomyślałam ;D A od pomysłu do realizacji trochę czasu upłynęło bo dziecko musiało troszkę dorosnąć. Nie żeby był to już odpowiedni wiek na kredki ale kto wie kiedy jest odpowiedni. Mi się podobało wspólne malowanie. Hani podobały się kredki same w sobie. Wyciąganie z pudełka. Oglądanie. I podobało mi się, że Hani się podobało. Że nie olała mnie i mojego pomysłu. Miło z jej strony. I nawet zauważyła, że misia i krowę jej narysowałam ;D Na samą myśl, że to dopiero początek wspólnych zabaw jakoś mi fajnie.










16 stycznia 2009

A gdzież by...

Łatwo z tym spaniem nie było. A w temacie książeczek to trzeba uważać bo to wariatka książkowa jednak jest bardzo ;)

Tak było jak kupiłam jej pierwszego krecika i wiosnę.



pamiętać na przyszłość

Żeby żadnych prezentów po godzinie 19 dziecku nie dawać. Nawet książeczek. Tym bardziej książeczek. Spać nie chciała. Teraz siedzi sobie w łóżeczku i przegląda te książeczki. Dobrze, że jej kredek nie dałam ;D

refleksja...

.. tak sobie właśnie pomyślałam co mi wczoraj Matka Własna mówiła o nieprzemęczaniu się. A ja w chwili kiedy Hanka śpi zamiast leżeć brzuchem do góry (na dodatek w dobie lekkiej choroby swojej) i pić kawę to oczywiście kawę piję ale do tego obrabiam foty, aktualizuję bloga, sprzątam, bo mnie coś drażni, gotuję obiad dla Hanki i chyba prasowanie byłoby przegięciem, nie przesadzanie kwiatków było by przegięciem ;) ale ani jednego ani drugiego robić nie będę. Bo nie wspomnę, że z rana byłam już w sklepie i na spacerze z Hanką. Zresztą przecież to normalny matczyny dzień. I jakoś nie przeszkadza mi to. Tylko znowu Matka mówi, nie przemęczaj się a ja niby rozumiem ale zrealizować nie umiem ;)

A Hanka wie, że jest Hanką. Mówi na siebie "Iniania" i klepie się rączką po klacie. Jak chce żebym poczytała jej książkę przylatuje z "mama" na ustach. Bo mama to opanowała, wszystkie rzeczy które moje są nazywane są "mama". Tata też czasami jest "mama". O dziwo, Mama nie jest "tata". Wracającego Tatę z pracy wita jego nazwą własną "tata" nie myląc się wcale. Co ciekawe wie kiedy mówi cicho a kiedy głośno. I czasami szepcze. Piszczeć też umie specjalnie. Coś jeszcze miałam napisać ale zapomniałam.

Aaaa... no i biega. Śmiesznie to wygląda. Aaa... i wczoraj na spacerze zbuntowała się, wyszła z wózka i poszła sama do domu trzymając mnie za rękę jakieś dobre 400 mertów. I baaardzo się jej podobało.

Znowu ruda się robi ;) Bo przez chwilę poszarzała.



14 stycznia 2009

żebym się z dzieckiem o jajecznicę biła...

... bo jak widzi to nie popuści. Głodna czy najedzona jajecznicę zjeść musi. Najlepiej moją. Bo cudza zawsze lepiej smakuje. A jak zrobię z 3 jaj żeby było czym się dzielić to Hanka każe się widelcem karmić i po cichu jeszcze rękami dojada. Więc jajecznicą z naszym dzieckiem się nie najesz.

Zdjęcia zrobił w weekend Tato Artur. Nie mogłam się oprzeć... są takie Arturkowe ;)




Pijanica...

A pomyśleć, że kiedyś cieszyłam się jak kubek cały wypiła w ciągu dnia. A teraz. Wczoraj zliczyłam 8. Pełnych. Czyli 8 razy 260 ml to jest (odpaliłam kalkulator chwila...) 2080 ml herbatek różnych. Ponad 2 litry płynów. No nie powiem pieluchy też swoją pojemność mają. Herbatka i herbatka. Jagodowa, z owoców leśnych, rumiankowa, koperkowa, malinowa ciepła lub zimna bez różnicy. A jak wypije to leci do kuchni w tajne miejsce robienia herbatki i nawołuje. Herbatkowy potwór.


13 stycznia 2009

Ten dzień...

Ten który był mi bardzo potrzebny. Ten w którym odzyskałam Super Dziecko. Hanna wróciła do formy. Nie wiem na jak długo. Ale dzisiaj pierwszy raz od tygodnia sama się bawiła, ładnie jadła, super spała, wcale nie marudziła, radośnie tuptała po domu czasami podskakując - to chyba przymiarki do szybszego chodzenia tudzież biegania o zgrozo ;D A ja czułam się jak młody bóg. Wcale nie zmęczona. Zupełnie nie opętana psychicznie. Znacznie bardziej wyluzowana. A pod koniec dnia kiedy już nic złego ze strony Hanki spotkać mnie nie mogło to wyluzowana totalnie. Tylko dzisiejsze spanie było w starym stylu. Ale za taki dzień to wiele jestem w stanie wybaczyć, więc siedziałam dzielnie przy łóżeczku wyjącej Hanki, śpiewałam o Wojtusiu i iskiereczce i zaklinałam się, że nauczę się chociażby jeszcze 2 kołysanek. Wydrukowane i wkuwam...

A tutaj radosna Hanka z Ciocią Asią.



telefoniara

Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. I nawet matki nokia, chociaż nie tak zabawna jak ojca telefon, może być. Tym bardziej, że już minął etap ślinienia, lizania i jedzenia i teraz jest przyciskanie i matka chętniej daje się pobawić. Najwyżej gdzieś zadzwoni albo smsa wyśle. A nawet udało jej się internet uruchomić przy czym widząc znaczki http:// radośnie zakrzyczała TATA ;D Tak córko bo tata to ma ten cały internet na płytach tylko apdejty ściąga ;D Maniaczka.





widelcem jedzenie






Nie mówię, że robi to perfekt. Ale powoli załapuje co i dlaczego. I zaczyna sprawiać jej to frajdę. Ale rączki są ciągle najlepsze ;)