A Hanka wie, że jest Hanką. Mówi na siebie "Iniania" i klepie się rączką po klacie. Jak chce żebym poczytała jej książkę przylatuje z "mama" na ustach. Bo mama to opanowała, wszystkie rzeczy które moje są nazywane są "mama". Tata też czasami jest "mama". O dziwo, Mama nie jest "tata". Wracającego Tatę z pracy wita jego nazwą własną "tata" nie myląc się wcale. Co ciekawe wie kiedy mówi cicho a kiedy głośno. I czasami szepcze. Piszczeć też umie specjalnie. Coś jeszcze miałam napisać ale zapomniałam.
Aaaa... no i biega. Śmiesznie to wygląda. Aaa... i wczoraj na spacerze zbuntowała się, wyszła z wózka i poszła sama do domu trzymając mnie za rękę jakieś dobre 400 mertów. I baaardzo się jej podobało.
Znowu ruda się robi ;) Bo przez chwilę poszarzała.



1 komentarze:
Faktycznie, czasem jestem "mama" :) Dziwne, nie? Chociaż może Hania dostrzega we mnie jakieś kobiece cechy :D
Prześlij komentarz