15 sierpnia 2010

to coś...



Czasami jak Oni pójdą do sklepu, jak Jedno Drugiemu coś nagada i naściemnia i jest miłe i przemiłe i przeurocze to oboje wychodzą z dziwnymi rzeczami ze sklepu. Ale to coś to mi się spodobało, Dlatego, że ja lubię takie coś. Farby do malowania palcami. I podobało mi się również dlatego, że wybrał to Tata higienista z Córką czyste rączki i oboje byli swoim pomysłem zachwyceni.

Pierwsze podejście takie sobie. Oboje jednak mają czystość za drugie imię. I mimo iż Tacie ciśnie się na usta - tylko nie pobrudź *siebie * ściany * inne- to się przełamuje.
I Hanka. Walczy sama ze sobą. Słabościom mówimy nie. Jak z piaskownicą. Jak z wodą. Przekracza granice, które sama sobie ustawia. I jestem z niej ogromnie dumna.







Ostatni raz był zdecydowanie lepszy. Tęczowy.



Mam nadzieję, że kiedyś polepimy sobie w glinie. Ha.

13 sierpnia 2010

moHnoooo !


Mohnoooo! Mohniejjjj! Mooooohhhnnnoooo !!

No mocniej bujać to już nie mogę bo wyskoczysz nad siatką do sąsiada !

Największe krzyki i awantury są o bujanie.
Bo za słabo. Za nisko. Za mało. Za wolno. Ogólnie nie tak.
A bujać mogłaby się godzinami.
Czasami jest miło jak osiągniemy pewną harmonię bujania. Buj. Buj.
Mamusiu, jesteś moja lulubioną mamusią. Jedyną. Jesteśmy psijaciołkami. Dwie dziewcinki. /faza płci trwa/.
Ba.
Z Tatą też są czasami przyjaciółkami.
I Tata też buja mohno.

I w sumie to nie wiem czemu na mnie kumulują się te krzyki skoro to Pan Waldek sprezentował Hance bujawkę/hustawkę na imieniny.







Matka, zawsze Matka ;)
A ja chce hamak !
I niech mnie ktoś pobuja.

szalona

To Dziecko często robi sceny przy myciu włosów.
To samo Dziecko prosi o ręcznik żeby zakryć sobie oczy w czasie spłukiwania głowy / a Mama robi to nad wyraz delikatnie, że nawet kropeleczka, kropelunia.../


To Ono samo z siebie tak szaleje w basenie.
I już zapowiedziałam, że nie.... nie ma więcej krzyków podczas mycia włosów.
Nie ma histerii. Nie ma negocjacji. Targowania się. Nagród.
Nie ma dwóch istot. To Hania. Której szaleństwa w basenie przyprawiały mnie o zawał serca. Trwałam dzielnie na stanowisku miotając się z myślą, że powinnam jej tego zabronić. Nos. Oczy. Buzia. Uszy. Pod wodą.
Basen to u nas teraz codzienność.
Dziecko ma się dobrze.
I wiadomo już, że pewne numery to nie przejdą z rodzicami.



A z myciem włosów - to czasami sama sobie myje. W basenie ;)

5 sierpnia 2010

powolutku po cichutku


Jesteśmy na drodze powrotu do domu.
Rodzice skrupulatnie przenoszą coraz to nowe kartony w kierunku domu.
Dziecko nawet przeniosło dużą część swoich zabawek. Dziadkowie nawet tego nie zauważyli ;) O czym to świadczy? O nadmiarze ? Korzystając z okazji próbuję robić segregację. Jakoś się udaje. Ale jest jedna taka piłka, którą Hanka koniecznie chce z powrotem. Podstępem nawet podłożyła ją lalką w łóżeczku, przykryła kołderką i wyraziła zgodę na wyniesienie łóżka do wyremontowanego pokoju. Udałam, że dałam się nabrać. Teraz nie wiem czy dobrze ;)
Chcę już do domu.
Nie żeby było nam źle tu gdzie jesteśmy.
Ale chyba każdy rozumie.
:)

A Dziecko.
Dwa i Pół.
!

16 lipca 2010

upalnie :)


chłodzimy się :)

13 lipca 2010

różnice

Różnica między remontem a bałaganem jest kolosalna. I w żaden sposób nie można sugerować jakoby remont był bałaganieniem. Nigdy w życiu. Bałagan w domu /w związku z remontem/ wywołuje nocne koszmary, budzenie się z płaczem /bo trzeba posprzątać/ i strach przed kontrolą co panowie zrobili. Remont to remont. Zmiany. Na lepsze. I to Dziecko przyjmuje z umiarkowanym ale jednak entuzjazmem. Nie ma tego ani tamtego, nowe ściany, nowy kolor, nowe połowa domu a my w Dziadków.

A Hanka w nowej sytuacji idzie jak burza i było to do przewidzenia. Pierwszą noc nie spała, drugą padła ze zmęczenia, trzecia już była w miarę normalna. Matka balansuje na granicy zdrowego rozsądku a Hanka na wszelakich granicach i głównie ich przekraczaniu. Tu też wychodzimy na prostą.

A jak o prostej mowa...

Hanka w prostej wersji. Swoich włosów.







Pokręciły się szybciej niż wyprostowałam ;)

11 lipca 2010

a'la bob




Cięcie Hanki włosów to było mistrzostwo. W Hanki wydaniu - głównie - jako atrakcji salonu. Bardzo cierpliwie znosiła zabiegi fryzjerskie do tego radośnie wdzięcząc się do radosnego Taty w lustrze. Z westchnieniami - nie obcinać - za plecami.
Nie przeczę. Hanka włosy ma ładne. Ale zdecydowanie zamiast radosnej wariacji na głowie wolę dziewczęcą fryzurę naszej Córki. A w wersji mało pokręconej jest jeszcze słodsza.
:)
Z pozdrowieniami dla miłośników loków. Zostało co nie co. Dla efektu ;)

9 lipca 2010

jeszcze dziś ale już nie jutro.

termin przydatności się skończył.
postanowione.
jutro umówiona wizyta u fryzjera.
stanowczo cięcie o 3/4.

mam dość:
- marudzenia przy myciu /myje ale marudzi/
- marudzenia przy czesaniu /nie czesze wcale/
- marudzenia przy związywaniu / ściąga wszystko co ma na/
- marudzenia na basenie

koniec.

czasami udało mi się coś załatać....


ale nie mogę się doczekać jutra.
:)

Śpiewająco.

Od rana. Z rana.
Jestem małym dolasem i biedam po tuchniii... jestem małym dolasem i
biedam po tuchniii... (powtórzone minimum 30 razy).
Melodyjnie.

Zaraz potem :
A kiedy przyjdzie Ciocia Wandzia ?
A kiedy przyjdzie Ciocia Wandzia ?
A kiedy przyjdzie Ciocia Wandzia ?
( minimum 30 razy )
Bo Ciocia Wandzia przyjechała wczoraj. I już jest hitem. Niezbędnikiem. Pierwszą potrzebą od rana. I niczego innego się nie spodziewałam. Myjemy ręce mydełkiem od Cioci Wandzi i wycieramy ręce malutkim ręczniczkiem od Cioci Wandzi. Idol !
I nie chce myśleć co to będzie jak nadejdzie czas rozstania. I może lepiej nie myśleć - jeszcze tyle przed nimi :)

Jakby co już zamawiam Ciocię Nike. Na odsiecz :)

7 lipca 2010

je oczami

Dorośli tak mają. To czemu nie dzieci.

Hanka wyklejając kolejną książeczkę (znudzona już) na dłużej zatrzymała się przy opcji jedzenie. I widząc rysunek wykrzyknęła spaghetti ! No dobra. Zrobiłam. Co mi tam. Achów i ochów nie było końca. I tu przestanę się rozpływać i napiszę, że nie zjadła. Prawie wcale. To co zjadła to się nie liczy. Ale nie, nie jestem zdziwiona ani zła. Raczej przyzwyczajona. I nawet ubawiona, że mimo iż wiem i znam to ciągle daję się nabrać.

Z nadzieją - Matka Niejadka.






Z tego samego ocznego powodu maszerowałyśmy po żółty ser. Ten akurat zjadła. Kilka kawałków.
Liczy się ;)