7 kwietnia 2010

Jajecznica vs Owsianka

Nigdy nie wiadomo.
I jedno i drugie być musi.
A dla ułatwienia Mama owsiankę co dzień rano więc problem z głowy.
I tak nie wiadomo. Jedno dobre. Drugie inne. I to wystarczy.
Śniadania to my jemy długo i duże. Przynajmniej to.



6 kwietnia 2010

epilog

Co by było gdyby.
Co jest jak się Mamusia złamię. Z tym samodzielnym usypianiem.
Czasami się łamie, potem tego żałuje i już kilka dni się nie łamie, aż zapomni i tak dalej, i tak po koleji.
Mamusiu choć do Hani.
No to idę i jest...
Hania nie chce już spać.
Pogadajmy o.... (milion plus jeden tematów raptem do głowy przychodzi).
Haniu, śpimy.
Pocitaj.
Nie.
Nie chce spać - tonem rozpaczy totalnej.
Śpimy - a mi podnosi się ciśnienie.
Niewygodnie! Niewygodnie ! - coraz głośniej - niewygodnie !!
Hania, zmieni spodenki.
Haniu, śpij, żadne tam spodenki. Piżamka jest dobra.
Olewka.
Hania zmieni.
Zasadniczo w tym momencie następuje zmiana garderoby.
Hania nie chce spać.
Tak. Słyszałam. Tętno 110 ! Moje !
Pośpiewaj.
Na Wojtusia zaczynam.
Hanka kończy recytująć Idzie niebo.... całe. Trochę to trwa. Przy okazji zahacza o Entliczek Pentliczek.
I tyle z usypiania.
Hania, chce spać na Mamie.
Dosłownie. W całości. Jak za niemowlęcych lat.
Po moim trupie - najwidoczniej.
Nie.
Hania chce się psitulić. Chce spać na Mamie.
Nie. Może. Ok.
I tak trwa to ramach czasowych 30 min- 60 min.

I po co mi to.
Na co.
Skoro samodzielnie usypia w góra 15 min !

Bez mojego stresu.

Serio ;)

5 kwietnia 2010

tylko dla ludzi o mocnych nerwach

I nie żartuje wcale.
Bo to nie dla mięczaków. A nawet niektórzy po tym poście będą chcieli mnie 'zjeść'.

Historia o usypianiu. Samodzielnym.
Kilka razy dałam się nabrać. Nie powiem, że nie. Takim twardzielem to ja nie jestem. Czasami nie jestem. A czasami jestem.
A Hanka ostatnio zapomniała jak to jest zasypiać. Samodzielnie. I ostatnio wymyśla Mamusi niestworzenie. Bo wieczorem to tylko Mamusia.
Więc takie nawoływania to na Mamusi wrażenia nie robią. Czasami ;)
Wczoraj nie zrobiło.

AUDIO Hania - Mamusiu

Ale co z tego jak 3 minuty później widok był taki.



Hanka powinna zostać aktorką. Jak nic ;)

3 kwietnia 2010

wieczorową porą

o czym marzy dwulatka wieczorem.
o zabawie. oczywiście.
kiedyś była to bajka. już nie - Matka skutecznie ukróciła bo mi nie pasowało i psuło nastrój przed kąpielą.
teraz jest nowa zabawa. coś na przyjście Taty z pracy, coś nowego, coś zabawnego trzeba było wymyślić.
więc co Oni robią wieczorem?


piszą literki.

a literki nazywają się w stylu - jaki to kolor.
jest literka Mama i Tata i Baba. zna również Hania, Karolina, Asia, Ula. 7 literek bezbłędnie zapamiętanych jak na dwulatkę to chyba może być.

a po wersji pisanej jest wersja malowana - przez Tatę ;)
zestaw co dzień ten sam - MakaPaka, domek z kominem i dymkiem, serduszko, gwiazdka i piorun na który Hanka mówi - marchewka ;)


a dzisiaj po raz pierwszy od 5dni Hanka zasypia sama. bez czytania (które ją zdecydowanie rozprasza w procesie zasypiania), bez asysty Mamy czy Taty. sama. dokładnie jak kilka dni temu. i nie ma przebacz.
zresztą - to się jeszcze okaże ;-)

2 kwietnia 2010

DobranocneBullerbyn

Jak Ona coś wymyśli - a wymyśla coraz częściej - to coraz częściej zbieram swoje wrażenie z podłogi.
To, że miłośniczką książek jest - wiadomo.
Mimo iż wiosna Boże Narodzenie w Bullerbyn to ciągle u nas książka dnia, podstawa tygodnia.
Do tej pory scenki rodzajowe były raczej w stylu lego i podpatrzone w świecie.
A ostatnio robiąc śniadanie słyszę, że dzieli na zagrody postacie z Dobranocnego Ogrodu.
Igi Pigiel wylądował w północnej zagrodzie razem z Upsy Daisy.
Maka Paka jest z południowej.
Tomblibusie w środkowej.
I wszyscy mają Dziadziusia.
A jakże.
Zabawy dwulatki ;)
Chyba czas na Wiosna w Bullerbyn ;)

Z serii niepasujący element ;)


Dla Hanki zestaw bombowca - wszyscy są !

A temperatura ciała Rodziny na dziś wygląda tak:
Matka 39 stopni Celsjusza
Hanka 38 stopni Celsjusza
Tata 37 stopni Celsjusza

Przewidujemy, że w czasie świąt będzie niemała rotacja w temacie ;) ale nie rota ;)

1 kwietnia 2010

dzisiaj to nie wczoraj

dzisiaj nie mam tyle czasu.
dzisiaj mam obiad do ugotowania, pralkę do załadowania, prasowanie do ogarnięcia i przeziębienie do przegonienia.
i jak się ma to wszystko to ciężko jest nie mówić - zaraz, za chwilę, jestem zajęta, za momencik, jak skończę.
mimo iż Ona wie, że nie oszukuję.
i mimo iż staram się, żeby w wielu czynnościach była pomocna.
to jednak buntuje się, domaga - teraz mi pomóż, teraz poczytaj, teraz, natychmiast, już, razdwatrzy - krzyk !
Hanka to wersja dziecka, które długo potrafi się sobą zająć. które nie lubi jak jej przeszkadzam, a nawet nie bawi się ze mną zbyt często. może właśnie zbyt do tej wersji mnie przyzwyczaiła.
konkluzja - nawet Takie Dziecko chce mieć Mamę tylko dla siebie.
czasami - na szczęście - czasami.

a seria, żeby nie zniknęła w czeluściach dysku ;)


heh

bez dramatu.
włosy ma.
nawet loki zostały i lepiej wyglądają.
tylko z długości zdecydowanie widać, że coś było robione.
wersja z dzisiaj rana specjalna edycja ;)

30 marca 2010

czyżby czyżyk

czy tylko zwyczajowa zmiana czasu.
od weekendu Hanna jest nieznośna.
taka dwuletnio nieznośna.
można by ją usprawiedliwiać na tysiąc sposobów, a Dziadkowie swoim zwyczajem to nawet znaleźliby usprawiedliwień milion ;)
poczynając od - mała, zmęczona, śpiąca, za dużo powietrza, nie po jej myśli, wstała lewa nogą, wstała prawą lub obiema, słońce w pełni a księżyc w nowiu po tak oczywiste jak rodzice jej nie rozumieją i robią po złości ;)
sama staram się ją usprawiedliwiać. fakt - gdyby spała w ciągu dnia było by nam łatwiej. mi było by łatwiej. gdyby mniej biegała po ogródku również. a gdyby przestała płakać i krzyczeć i próbować terroryzować świat - nie było by tej notki.
fakt.
nie krzyczę, nie denerwuję się, a jej zachowanie nawet doprowadza mnie do śmiechu - histerycznego.
wymyśla niestworzenie. wszystko jest na nie. a za chwilę na tak. żeby znowu za sekundę być na nie. niczego nie biorę już za pewnik. wszystko dzieje się na granicy płaczu i krzyku - rozpacz.
i dzisiaj to ja mam na nią plan.
a taki, że nie dam jej powodów do narzekań ;)
postaram się, żeby nawet nie miała na to czasu.
zajmę jej każdą wolną chwilę choćby tego nie chciała.
dzisiaj Ona poczuje co to znaczy być Mną ;)

a popołudniem przyjeżdża Ciocia Asia K. - więc gdyby mój plan się nie powiódł, ktoś odkryje moje zwłoki ;)

akcja cięcie !

W tą sobotę to My zrobiłyśmy szok.

Z tym fryzjerem.

Wpadły dwie takie. Z trzecim do pilnowania. I tylko głowami na prawo i lewo machały. I krzyczały - ciąć ciąć ciąć !

I powaga. Szok był tylko w okolicy innych krzeseł i miejsc do chwilowego parkowania ;)
No to, że Matka cięcie sobie zafastrygowała to normalne - mniej więcej co dwa trzy lata tak ma. Pani Okoliczne na farbie przesiadujące szczękę z podłogi zbierały. Bywa. Matka szczęśliwa.

Ale, żeby Dziecku. Te LOOOKI ! Loczki. Loczęta.

Ciach. Ciach.


A jakieś Dziecko uradowane było. Dystyngowane acz uradowane.

No ba. I nawet afera była mała szykowana bo my tak z Panią Anią na sucho, z rozpędu, żeby się nie rozmyśliła. A Ona, że by chciała mieć myte włosy, jak wszyscy. Tatę w fotel obok wbiło z wrażenia. Matka podskakiwała radośnie dookoła nie wierząc we własne Dziecko. I Dziecku te loki w końcu Pani Ania do ładu i składu doprowadziła.
Ach. Cudo.

Normalnie następnym razem to będzie z myciem. A co !?!

I normalnie do tej pory nie wierzę, że się udało, że się odważyła, że usiadła na fotelu i się nie bała i się podobało i to również zasługa Pani Ani.

Wyszło jak zawsze, wszyscy w szoku oprócz Hanki !

26 marca 2010

gadżetów ciąg dalszy

Jeżeli mowa o pozowaniu to nic się nie zmieniło.
A nawet jest gorzej.


Było znacznie lepiej gdy Dziecko zostało unieruchomione na bujawce/huśtawce (zależnie od rejonu kraju ;) Domek w końcu w całości i można szaleć.


W porównaniu do - zeszłego roku - to śmiesznie jest. Jeszcze chwila a zacznie nogami szorować po trawie. No ale wiadomo, że wiele w porównaniu do zeszłego roku jest śmieszne. Choćby fryzura ;)
I w temacie fryz to jutro jedziemy do Pani Fryzjerki z wielkim nastawieniem na porządne cieniowanie. Ale to jutro. Może się uda.

A wracając do wyciągania starych gratów to nawet konik się po drodze trafił.


I ja to niedługo pewnie będę miała już dosyć tego obrzydliwego ciepła i słońca i siedzenia wśród pączkujących co dopiero listowiem bzów. Z nudów ;)

Ale przyznam - dzisiaj to było wręcz nieprzyzwoicie ciepło i wiosennie. Nie to co rok temu ;)