Nie wiem czy wypada ;)
Piąteczki wychodzą. Zęby. Kurde. Standard. Myślałam, że te piąteczki to dadzą nam spokój do drugich urodzin.
Noce męczące. Hanka nerwowa. Nie może spać. Czasami jest wściekła. Czasami.
A rano. Mamulu. Tatulu Kocham. Przytulam. Ściska. Miodzio.
Ostatnio bardzo wylewna się zrobiła.
A Tatul pokrzywiony, Mamul skopana w kręgosłup. Jest co cały dzień wspominać.
Dziecko.


A poza tym to postprezentowo mikołajkowo robimy w sklepie kontynuując naklejanie i wlepianie.


A ja stoję ciąle w kuchni. Przy garach jak to się powszechnie mówi. I jest to niejaki fenomen zważywszy na to, że mamy Dziecko Niejadka, Mąż w pracy a ja tradycyjnie jestem na diecie.
Pełna lodówka jedzenia. I co ciekawsze - nie wyrzucam.
Jutro robię pierogi ruskie. 3 raz w życiu.
A w temacie Dziecko Niejadka to czasami mam wrażenie, że moja opieka nad dzieckiem sprowadza się do jedzenia. W czasach ostrego ząbkowania z jedzeniem Dziecko jest na bakier. A Matka obmyśla strategie. Co? Czy zje? I gdzieś tam pomiędzy posiłkami bawimy się, uczymy i nudzimy - tutaj patrz ja - Hanka nie nudzi się wcale. W ostateczności czyta gazety.



Jestem Hanka i jestem jednostką autonomiczną. Zaraz się będę w tej swojej autonomii obkopywać. W tej sprawie Hanka czasami jest fundamentalistka. Oj biada Ci Matko ;)

A poza tym to jest bosko :)
Dziecko w zakopiańskim stylu ;) Efekt rozmycia niezamierzony - ale to jedyne zdjęcie na którym raczyła spojrzeć w obiektyw. I to bynajmniej nie ze wstydu :)



