Hanka w nocy tak przeokropnie kasłała, że w domu dzisiaj została.
A Matka w nie lepszym stanie - tylko inne objawy.
Fajnie jest.
Po niej nic nie widać choroby. Jak zawsze. Już nie kaszle. Fascynująco zielone gluty również się nie pokazują. Gorączki brak - zresztą nigdy nie było. Ech. Zaprawdę bosko.
Ja - lepiej nie mówić.
Hanka za to z rana zabrała się za swoje stare nowe zabawy. A fascynacje powróciły dwie - kolorowanka i puzzle.
A muszę wspomnieć, że przez całe wakacje a skrupulatniej to naliczyłam, że jakieś dobre 3 miesiące Hanka w ręku kredki nie miała. To był czas zabaw innych. Trochę malowała farbami. Ale kredki. Nie. A wiadomo, że w t y m w i e k u 3 miesiące to wieczność. Powoli, stopniowo powracałyśmy do rysowania. A ręka już nie ta co kiedyś. Jej ręka. I ciężko było. Niechętnie. Niby od takie rysowanie. Technika trzymania kredki.
Teraz lepiej. Coraz lepiej. Dokładniej i co najważniejsze chętniej. Wczoraj narysowała kwadrat. Bardzo stara się narysować domek. Coś co przypomina - taki jak mój. Po Swojemu daje radę. Po dorosłemu - w okolicach Świąt może jej się uda.
I puzzle. Przypadkiem wyciągnęła zasoby. 16 kawałków. Potem z Tatą zaszaleli i kupili 20. Oczywiście układa bez zająknięcia. Bardzo lubi wprawiać w tym zachwyt Dziadków. Im więcej achów i ochów tym lepiej. Jak to w życiu.
Nasza mała Dziewczynka.