11 października 2011

z miłości


/piegi/



tort imieninowy


Tort Ciastolinowy.
Obowiązkowo ze świeczką.
Wg Hanki imieniny obchodzi się hucznie i co najmniej trzy dni. Z dużą ilością gości.
A to były Taty imieniny.
To i tort być musiał.
Chociaż.


Tak jej się spodobało, że następnego dnia zrobiła jeszcze jeden dla siebie. Bez okazji. Albo nie. Z okazji - Taty wczorajszych imienin.

rodzina

Wczoraj obiło mi się na tablicy.
Tata mówi, że to widział. A ja nie. Na tablicy dużo czasami się dzieje.
Hanka sama z siebie.


Moja fryzura mówi sama za siebie ;)
A w przedszkolu podobno malowali Tatę.
I tego jestem ciekawa bardzo ;)

level up

Do góry.
Na dach.
Na drabinę.
Na drzewo.
Wspinać się.
Wchodzić.
Wyżej.
Wyżej.

Takie to ma zapędy Dziecko.
Kiedyś nie miało.


Wchodzeniem po bramie - zachwycona.
I już kombinuje gdzie wyżej.
A Tata proponuje taras widokowy na Pałacu Kultury.
:)

Ps. Bardzo ważne.
Hanka opanowała suwaki. Zasuwanie. Samodzielne. Zapinanie suwaka. Samodzielnie. I jest z tego bardzo dumna. Ja też i ją rozumiem :)

o czym to ja miałam

Tracę rozeznanie.
Nie jestem na bieżąco z informacjami na blogu swoim i innych. Koszmar.
Fotograficznie siedzę we wrześniu.
W zeszłym tygodniu kilka dni spędziłyśmy razem w domu. Era katarek-kaszelek rozpoczęta.
Chorowanie nawet lekkie w wersji Hankowej nie jest już lekkie.
Chociaż schemat od dawien dawna zachowany.

Poniedziałek.... mogłabym nie istnieć a moje życie wyznaczają posiłki. A, że na dodatek Hanka na nic nie ma ochoty to moje życie jest beznadziejne. Do tego niedobry, niesmaczny syropek w ilości 6 ml staje sie dramatem i nie lada wyzwaniem trzy raz dziennie.
Wtorek. Może coś porobimy. Chce coś porobić. Ale nie mam siły. - Hanka w telegraficznym skrócie.
Środa. Psitul mnie ! Chorobowo jest zdrowo ale psychicznie dramat. Nie mogę pozwolić na bieganie, skakanie czy jazdę na rowerze. Przypominam sobie nudny poniedziałek i walczę z ciastoliną, kredkami, naklejkami, puzzlami i chyba połową gratów która zalega pokój. Hanka przydała się również przy myciu podłogi.




Przy okazji kredek.
Ostatnie kolorowanki Hanki pamiętam z okolic marca- maja. Później echo. Dziecko w okresie ciepłym przyborów nie tyka. I tu zaskoczenie. Kolorowanka pokolorowana. Porządnie ;) Bez wyjeżdżania za linię /co osobiście mam gdzieś/ i pokolorowana w całości. Każdy element. Nie wybiórczo jak dawniej. Wytrwale. Postanowiła, że pokoloruje i tak zrobiła. Od początku do końca. Starannie. Dwukrotnie.


W czwartek Pani Dr zezwoliła na przedszkolny powrót i cały dzień upłynął na pytaniu kiedy będzie jutro, za ile godzin będzie jutro i tak dalej.

W piątek poszła do przedszkola ale poprosiła o wcześniejsze odebranie. Przed leżakowaniem.
A dodam - bo mogę już nie dodać nigdy - Hance na leżakowaniu udaje się czasami USNĄĆ ! Czasami. Sporadycznie. Trzy do pięciu razy ale miejsce miało. Co uznaje za niebywałe i czekam aż Panie udowodnią mi zdjęciem albo filmem.

:)

I tak to radośnie minął nam cały tydzień.
A Hanka dalej kaszle.

30 września 2011

stanowcza czy uparta ?

Jak to mówi Mój Tata - prędzej by z kamienia wodę wycisnął niż.... namówił Hankę na coś czego Ona nie chce.

Ile to razy powtarzam - załóż kapcie, nie chodź na boso bo się przeziębisz, zrób siku, włóż czapkę, załóż szalik, kurtka ! - i inne - to za każdym razem łapię się i myślę PO CO ja tak gadam ? Wyssane z mlekiem matki? Nabyte i zasłyszane w domu? To pewne. Mi też tak mówili. I mojej siostrze. A ja teraz mówię tak mojej córce.
I przeważnie słyszę - nie chcę !
Ale ja chcę !
Nie chcę !!!
Nie trudno o awanturę.

A ja też nie chcę tak mówić.
Bo to głupie.

Po co nalegać na kapcie - skoro noszenie ich jest najwyraźniej niewygodne i utrudnia wiele rzeczy - trzeba je zdejmować i zakładać albo co gorsza spadają. Zimne stopy? Moje może są zimne i ja chodziłabym w skarpetach z merynosa i kapciach góralskich a Hanka bez. I mówienie, że zimno jej w stopy jest głupie bo chyba wie czy jej zimno czy nie. I głupie też są i totalnie bez szacunku rozmowa z dzieckiem w stylu przewodnim - jak nie jest Ci zimno jak jest, przecież ja wiem lepiej bo mi jest zimno i tobie też powinno. To, że mi się chce siku nie znaczy, że komuś również ;)

Wieczorem ustalamy plan ubraniowy na jutro - żeby nie było zgrzytów i trzasków - spokojnie. Wybiera:
- spodnie - a nie lubi ale widziała, że Ciocia Asia ma takie więc jej się udzieliło.
- majtki - nie z hellokitty a z księżniczką
- skarpetki - różowe
- podkoszulkę - tutaj klasycznie
- bluzkę - chwila wahania z hellokitty jednak
- bluzę z kapturem

I oto rano jest źle:
- spodnie - NIEWYGODNIE !!
- majtki - nie pasują do koszulki a muszą być z kotkiem !
- skarpetki - nie pasują do majtek !

I tutaj dygresja.
Kilkukrotnie dostałam po głowie i po głupiej konsekwencji myśląc, że coś zdziałam.
Wybrała ubranie - niech ubiera i nie marudzi. Proste. Wszelakie zmiany nie mile widziane.
Choćbym ją szantażowała nie wiadomo czym, choćbym jej zabrała całe zabawki świata i zagroziła najgorszą rzeczą na świecie Hanka nie ubierze niczego co jej nie pasuje. Nie ubierze tych spodni, wymieni majtki i skarpetki. I nie ważne, że ktoś się śpieszy. Kłótnie są zbędne. Bo i tak Ona musi mieć to co Ona chce. I lepiej nie wnikać, nie próbować przetłumaczyć i nie dyskutować. Lepiej jej pomóc. Na spokojnie.

Ciężko mi nie walczyć z ubieraniem się na dwór - tym bardziej rano. Tym bardziej, że to nie lato ;) Czapka, szalik, kurtka - i od progu słyszę krzyk, że jej niewygodnie, gorąco i jeszcze raz niewygodnie. Córko, jesień jest ! Ciepło mi - usłyszę. Jak może być Ci ciepło jak jest zimno - myślę ale nic nie mówię, tym bardziej, że Hanka patrzy na Tatę, który w samym cienkim sweterku przebiega do auta. Dorosły człowiek - myślę sobie i zamykam drzwi.


Ciągle się uczę i ze sobą walczę.
Ona chyba wie czego chce.
Czy koniecznie na siłę trzeba ją bronić przed własnym osądem i zdaniem.
Koniecznie?

Ps.
Wywołana - słusznie w komentarzach do odpowiedzi - A gdy przy 5 stopniach poprosi o sandały? :)

Odpowiadam:

Ubieramy się odpowiednio do pory roku.
:)
A czy w zimę chodzimy w sandałach? Nie.
Chociaż wszystko można naginać i o wszystkim dyskutować.
Gdyby chciała wyjść w sandałach - teoretycznie czemu nie? teoretycznie na ludzki rozum wróciłaby do domu zmienić obuwie na cieplejsze. Przekonałaby się, że w sandałach jednak za zimno. Bo wierzę, że nie jest złośliwa i wredna na tyle żeby wpędzić się w zapalenie płuc tylko po to, żeby udowodnić mi, że można chodzić w sandałach zawsze.

I tu dochodzimy do wniosku - chcę żeby wierzyła mi na słowo i nie chcę żeby mi musiała cokolwiek swoją postawą udowadniać. Że się mylę i można nie chcę najbardziej.

A nie mówiłam ? to nie jest moje ulubione wyrażenie.

29 września 2011

Minuta po minucie na dobrą noc.

Dzisiaj to zapiszę.
Za jakiś czas sama nie uwierzę, że tak było - dobrze/ źle ;) wybierzemy za jakiś czas.

Wykąpana przed 20.
Preczytana książka na dobranoc, a nawet dwie.
20.15 czyta sama w swoim łóżku..
20.17 koniec.światło się zaciemnia.
Zaczyna się
Nie lubię tego łóżka.
Nie chce spać.
Nie lubię spac
.
Nawet dobre argumenty nie przemawiają wiec nawet ich już nje przedstawiam.
20.22 odstawia scenkę z córką, synem, Marysią, Zosią i niewygodną kołdrą.
Akcja się rozwija i dochodzi plac zabaw , bujawka a syn coś zrobił i musi przeprosić. Powinien.
A siostra zaczepia koleżanki synka.
/kaszelek/
Pić mi się chce.
/woda/
20.32 pięć paluszków rączka ma, jedna robi papapa, druga robi papapa, nóżka robi tup tup tup, druga robi tup tup tup
20.34 kołderka - samo zło- NIEWYGODNIE !!!
20.35 piosenka o spacerku plus uderzenie się w głowę w gratisie
Psitul mnie !
Podłaszcz mnie !

20.37 Kolejny monolog. O pani bez ręki z jedną nogą co skacze. I to czyjaś mama. Nie wiem co dalej bo szepcze teatralnie pod kołdrą.
20.43 Spi !

Czy naprawdę musi być tak co wieczór.
Dzisiaj i tak express ;)

A i tak rano skończymy wszyscy razem w łóżku.
;)

28 września 2011

śpij !!!!


Nie cierpię jej ostatnio usypiać.
Nie znoszę !
Robię się niecierpliwa i wredna. A nie lubię.
Kiedyś to było o wiele prostsze.
Banalne.
Teraz nadeszła era przedszkola.
I ciężko jest się wyluzować przed snem po całym dniu na bardzo wysokich obrotach.
I co z tego, że jest leżakowanie, kiedy Ona nie śpi w ciągu dnia. /raz - wyjątek od reguły- usnęła w przedszkolu i była b o s k a i l u d z k a/.
Ciężko się wyciszyć, kiedy po głowie łażą przedszkolne piosenki. Kiedy właśnie to przypomniała sobie piosenkę o kaczuszcze/ żabce/ misiu i koniecznie musi mi ją zaśpiewać. A potem jeszcze prześpiewać kilka razy raz po raz dla wprawy i lepszej pamięci.
I jeszcze wierszyk był.
A Antosi nie była bo choruje.
I siedzi przy innym stoliku.
I znowu piosenka.

Aaaaaaaaaa !!! mój niemy krzyk.
Wczoraj trwało to 45 min.
O 44 za dużo !

Hanka z przemęczenia nie padnie.
Taka sytuacja w życiu trzylatki nie miała miejsca w dni powszednie ani w soboty, niedziele i dni świąteczne.
Należy mieć nadzieję, że wyciszenie przyjdzie z czasem. Przedszkolne emocje opadną.
Gdzie ja się oszukuje.
Byle do końca roku szkolnego.
:)

21 września 2011

nieunikniony post o przedszkolu

Przedszkolak drugoroczny wygląda tak.
Włosy odrobinę przycięte z tyłu - Hanka na etapie - zapuszczam włosy, żeby mieć warkoczyki.

Hanka przedszkolakiem drugorocznym ale w klasie pierwszorocznej jest. W końcu zgrała się ze swoim rocznikiem.

I dopiero teraz widzę co miała na myśli, Pani Zeszłoroczna mówiąc, że Hania mała jest. Ja tego nie widziałam bo chyba traktuję ją zbyt dorośle a już na pewno za bardzo dorośle jak na przedszkolaka. Teraz Hanka jest chyba najstarszym bo lutowym trzylatkiem w grupie i widzę to. Widzę tą różnicę między Nią a trzylatkiem z końca roku. Zdecydowanie. I widzę w tym Hankę, która jest do przodu. Szokujące. W zeszłym roku nawet przez myśl mi nie przyszło, że różnica wieku, że Ona tylko 2,8. Że mogłaby być z tyłu. Hanka? Nigdy. Ona zawsze jest z przodu ;) A w każdym razie tak mi się wydaje i tego się będę trzymać.

Hanka w tym roku poszła do przedszkola przebojem.
I prawie bym zapomniała, że dzień wcześniej/ wieczór wcześniej była na emocjonalnej górskiej kolejce. Takiej po bandzie bez trzymanki. I pamiętam, że po wieokrotnych tłumaczeniach, omawianiach, mówieniu, że da radę, że sobie poradzi i wiele innych Ona poszła spać nie mogąc doczekać się rana a ja padła wycieńczona. Hanka emocjonalnie doprowadza mnie na skraj. Przepaść. Totalnie. Ale przyznam, że miała prawo do emocji bo....

W przedszkolu wszystko się zmieniło. Oprócz sali. A nie, bo sala nowo pomalowana to też nowa.
Są dwie nowe Panie Nauczycielki. Dwie nowe Panie Pomocnicze.Do tego dwadzieścia cztery nowe dzieci. Tylko 8 dziewczynek.
Nowe Panie - nowe obyczaje.
A do tego siedzi w przedszkolu 8 godzin - z leżakowaniem.
Czy to Hance w czymkolwiek przeszkodziło? W niczym.
Pierwszego dnia odebrałam ja z płaczem. I to z mojej winy bo - z a w c z e ś n i e p r z y s z ł a m ! Nie zdążyła się pobawić po podwieczorku. Więc następnego dnia przyszłam ledwo przed 16. Lepiej.Wszystko się podoba. I jest dobrze.
Tylko tak sobie myślę, że niektórzy to pewnie myślą - co za rodzice, że Dziecko do domu wracać nie chce?.
A ja mówię, że wcale nie źli :)

Z Hanką trzeba WSZYSTKO obgadać. Obgadane - pozamiatane !
Hanka rozumie wszelakie lęki, które mogą się pojawić w przedszkolu - nowe środowisko, nowe dzieci, nowe wszystko. Zostało to przegadane i omówione. Nigdy jednak nie wspominałam o lękach separacyjnych czy przez porzuceniem. Tego nie ma w tym roku. Przedszkole nie jest za karę ani w nagrodę. Jest. Tata odprowadza, Mama przyprowadza do domu. Standard. Tego sie trzymamy. O żadnych lękach z tym związanych nie ma już mowy. Ale to chyba wynika z czasu poświęcanego Hance na co dzień. Masę czasu. Bywa ciężko. Ale się opłaca ;)

Dalej jest bardzo emocjonalna. I bardzo przedszkole przeżywa. Okazuje to nie strachem a krzykiem. Po tych 8 godzinach jest zmęczona. Z czasem mniej. Na pewno w ciągu dnia wiele tłumi, wiele musi sobie przetłumaczyć i z wieloma rzeczami się pogodzić. Co później odreagowuje na mnie ;) A Hanka emocjonalna przez choćby godzinę to ja o kilka siwych włosów więcej. Masakra. Ale nad tym też pracujemy. Ostatnio w ramach odreagowania przedszkola Hanka jeździ na rowerze. Jakieś 1,5 godziny ;)

Chociaż Hanka mówi, że w przedszkolu fajnie jest. Uczą się dzieci nowych rzeczy. Tak mówi Pani.
A poza tym....
W pecztolu jak w domu, Mamusiu, Panie na wszystto pozwalają, tylto nie można biedać.

A w kwestii leżowania, przedszkolnych zasad i naginania rzeczywistości pod siebie...
/Hanka do leżakowania w przedszkolu ma koszulę nocną z Peppą i spodnie w chmurki/
Ja pszyniosę te spodenti w chmulti do domu. Bo wiesz jest tata zasada w przecztolu, Mamusiu, jak się ma toszulę nocną to nie nosi się spodenet. Samą toszulę.
- A inne dziewczynki też mają koszule nocne do leżakowania?
Nie, tylto JA !

Kurtyna !

19 września 2011

morze


W Jastrzębiej Górze.
Wodę widać ze szczytu klifu.
Zejścia na plażę i wejścia to bardzo ciekawa sprawa. Bardzo.


Nie wiem czy zdołam ogarnąć temat.
Morze.
Jak w tytule. Wakacyjnie bardzo. Jeszcze. Zahaczyliśmy o wrzesień. Spóźniliśmy się do przedszkola kilka dni. Ale warto było.
Tym razem nic nas nie powstrzymało. Jak kiedyś.




Pierwsze spotkanie z morzem ? My chyba bardziej podekscytowani niż Ona. Bo przecież się podobało. Woda. Piasek. Ten bardziej niż woda. Brodzenie w morzu, fale i inne - to nie do końca to. Bose chodzenie po piasku to podstawa każdego nadmorskiego spaceru. Mimo wiatru i chłodu. I obyło się bez choroby.
:)


My nie z tych leżących na plaży.
Próbowaliśmy. Ale nie dajemy rady dłużej niż godzinkę, dwie.
Zaliczaliśmy więc okoliczne atrakcje.

Latarnie morską. Do której w jedną stronę ku uciesze Taty pojechaliśmy meleksem ;)
Z powrotem na piechotkę.
I tutaj wspomnę bo zapomnę - Hanka fantastycznie sprawdziła się w terenie. Codziennie pokonywaliśmy spore odległości i wiele z nich udawało się jej pokonywać osobiście. Przez chwilę odkryła i wykorzystywała Tate jako nosiciela . Przez chwilę. Czasami.
Do latarni morskiej mogły wchodzić dopiero 4 latki a Hanka bardzo chciała więc została czterolatką. Podobało jej się. Ale na sam szczyt nie weszliśmy. Za kręto, za stromo i za tłoczno.




Oczywiście zwiedzaliśmy też port.




A we Władku to nawet byliśmy dwukrotnie. Raz na statki popatrzeć.



Drugi raz na oficjalnym spotkaniu z Ewą i Rafałem /też na wakacjach bo przecież mieszkamy za blisko, żeby się spotkać w naszych okolicach/, po którym to Hanka stwierdziła, że to spotkanie było SUPER LUX. Atmosfera się jej udziela :)

Pojechaliśmy też do ZDYNI.


W Gdyni poszliśmy do akwarium. Gdzie spotkaliśmy żółwia jaszczurowatego /hit kolejnych dni w opowiadanych historiach/ i Rybę Matkę / że niby matka bo duża?/.



Wypiliśmy kawę, zjedliśmy pyszne lody.
Hanka zaszalała na placu zabaw. I tu kolejna dygresja...
Kilka dni wcześniej chciała wejść na dmuchaną zjeżdżalnię w Jastrzębiej ale nie była do końca pewna. Ja również i jakoś od słowa do słowa odwiodłam ja od pomysłu. Bałam się, że wejdzie ale nie zjedzie. Serio, że nie da rady.
No i oczywiście po raz kolejny się myliłam !

Wyjazd. Udany.
Po raz kolejny sprawdziliśmy się w trójkę w terenie. Były małe zgrzyty. Był jeden kiepski psychicznie dzień. Ale daliśmy radę. I bardzo lubimy rodzinne wyjazdy. Bardzo.

:)

Tylko niestety Hankę dopada mała choroba lokomocyjna.
Co nas nie powstrzymuje :) ale nie lubię. Przyznam.