
Nic mnie tak nie denerwuje jak zdrabnianie.
Zdrabnianie imion dzieci jest równie wstrząsające jak mówienie "pieniążki".
Pierwszą zauważalną manierą przedszkolną było u Hanki właśnie zdrabnianie. Imionkami dziecinek rzuca jak szaloniutka.
Przedszkole lubuje się w pieszczeniu polskiego języka.
Kysz.
Mamusiu, popacz!Popacz jata malutusia soseneczka !!Co?
Malutusia soseneczka !Mała sosna - masz na myśli ?!?
Tać.Drżę.
Co Hanka jeszcze wyniosła z przedszkolnych rytuałów.
Mycie rąk. Bezgłośne.
Bez
dlaczedo?.
I trochę mi tego brakuje.
Za to Babci Adze ostatnio tłumaczyła, że
myjemy tak dłudo aż pojawi się piana !Jak to przedszkolak - dużo tańczy i śpiewa i recytuje.
Pojawiło się dużo nowych imion z nazwiskami.
Z emocjami radzimy sobie różnie. Jedno już wiem od dawna, że muszę się sporo nagadać, żeby Dziecko czuło się komfortowo psychicznie. Dużo tłumaczenia. Wyjaśniania. Wymyślania scenariuszy zdarzeń. Co będzie? jak? i kiedy? Totalna abstrakcja, która sprawia, że Hanka śpi spokojniej.
Będę płatać w przedsztolu. Oznajmia. Dobrze. Rozumiem. Smutek. Rozstanie. Dużo więcej przytulania. Po przedszkolu ma dni kiedy nie odstępuje mnie na krok. Tylko Mama.
Ciężko za nią trafić. Idzie zadowolona i szczęśliwa. Machamy sobie, życzymy
miłedo hnia ! a odbieram zrozpaczoną i zmęczoną. Idzie z oporami - wychodzi przeszczęśliwa z wierszykami na ustach i nowymi historiami do opowiedzenia.
No i tekst, który zawsze łapie za serce.
Będzie mi sie TĘSTNIĆ !Tęsknoty. Małe i duże.
Podoba się jej rytmika /w domu ostawia sceny z zajęć na swoim pianinku/ i ćwiczenia gminastyczne.
Jest najmłodsza w grupie i to niestety na niekorzyść bo traktują ją jak najmłodszą w grupie. I co dzień słyszę pochwały, że jest dzielna, że sama się ubiera, że sama chodzi do łazienki, myje ręce, myje zęby, potrafi malować farbami, kolorować, malować twarze, naklejać naklejki, układać puzzle, łączyć w pary, jeść łyżką i widelcem /nożem też tylko jej nie dają :)/ i milion rzeczy. I ja to wiem. I cieszę się, że ktoś też to zauważa. A mimo to, mimo, że nie odstaje od starszych dzieci to dalej traktują ją jak małą dzidzię. A Ona czasami się buntuje -
ja sama, ja sobie poradzę !! a czasami się poddaje -
pani mnie kalmiła zupką. Ech. Przedszkole.
A poza tym to kaszlemy równie pogodnie jak dwa tygodnie temu.
Z chwilową załamką na zapalenie ucha - fałszywy alarm.
Byle do przodu.
:)