
Mieliśmy problem. Z obgryzaniem paznokci. Bo dłubanie w nosie jakoś przeboleję. Gryzienia nie.
Były prośby. Tłumaczenie. Długie rozmowy. Na nic.
Nie gryź !
Nie pacz !
Nawet jak nie widzę to wiem, że gryziesz.
Obcinałam paznokcie codziennie. Piłowałam Miała własny mały pilniczek. A Hanka ciągle mówiła, że dlapie.
Malowałam lakierem - dziewczynki nie gryzą pomalowanych paznokci, Córeczko !
Po tygodniach walki - dwóch - mieliśmy dość. Ciągłe upominanie. Nie zwracanie uwagi. Nic nie pomagało.
W końcu, którejś soboty nie wytrzymałam - jak jeszcze raz zobaczę, że gryziesz paznokcie - mówię - to zabiorę Ci jedną z książek z Kubusiem Puchatkiem.
Oniemiała.
Rozumiesz.
Tać.
Za jakieś 20 min kątem oka widzę, że gryzie. Jedno moje spojrzenie - przybiegła z oblizanym paluchem - obtnij. Obcięłam.
-Teraz przynieś jedną z książek o Kubusiu.
Przyniosła. Zabrałam. Schowałam. Nie ma.
Od tamtej pory nie gryzie paznokci.
Książkę odzyskała wczoraj przed snem w nagrodę za samodoskonalenie.
Zawsze to powtarzam.
Dobry szantaż to podstawa wychowania !
;)